Nawet jak wypiszesz tylko 3 powody codziennie, po tygodniu będziesz miał aż 21 powodów do uśmiechu! Wspaniale jest wracać do miłych wspomnień i przypominać sobie jak wiele otrzymujemy każdego dnia 🙂; Dziennik wdzięczności możesz także prowadzić na komputerze. Jednak ja zdecydowanie bardziej lubię tradycyjny zeszyt i długopis. report flag outlined. Z pewnością napisanie 365 powodów "Za co cię lubię" może być wyzwaniem, ale poniżej znajdziesz kilka inspiracji, które możesz rozbudować: 1. Za twój uśmiech, który potrafi rozjaśnić najszary dzień. 2. Za twoje wsparcie, zawsze jesteś obok, gdy tego potrzebuję. 3. Jednym z nich jest słoiczek, który wypełnia 365 powodów, dla których go kochasz! Powody zostały wydrukowane na ślicznych, ręcznie robioncyh karteczkach, a słoiczek dodatkowo ozdabia piękna niebieska kokarda. Rzeczą, która sprawia, że sięganie do niego jest jeszcze przyjemniejsze, są znajdujące się w środku pyszne łakocie. Osiem powodów do szczęścia (nagranie) Dzielimy się z Państwem fragmentem nagrania homilii wygłoszonej przez o. Augustyna Pelanowskiego, paulina, w 2009 roku w dniu uroczystości Wszystkich Świętych. Ojciec Augustyn, znany z interpretacji Słowa z szeroką judeochrześcijańską perspektywą, zmusza nas do głębszego spojrzenia na Plakat - Wiele Powodów Do Szczęścia 40x60 Wykończenie Rama Złota Z Passe-Partout (A0POSTERPRP0313S_BR_PP) – sprawdź opinie i opis produktu. Zobacz inne Obrazy i plakaty, najtańsze i najlepsze oferty. Plakat - Wiele Powodów Do Szczęścia 40x60 Wykończenie Rama Złota Z Passe-Partout (A0POSTERPRP0313L_CR_PP) – sprawdź opinie i opis produktu. Zobacz inne Obrazy i plakaty, najtańsze i najlepsze oferty. . Do niedawna, kiedy pytałeś mnie, czym jest miłość i po czym ją poznaję, odpowiadałam z lekkim trudem, że miłość jest wtedy, kiedy martwisz się o drugą osobę i wiele jesteś w stanie dla niej zrobić, bez zastanowienia i nie licząc na rewanż. Głupia byłam, bo i moja miłość była głupia. Nie wiedziałam, że cię kocham tak do końca, bo początkowo kochałam przede wszystkim siebie. Mój hologram rzucany na ścianę zakochanym spojrzeniem mężczyzny. Kochałam swoje szczęście u twojego boku, kochałam przyjemność, którą mi dawałeś pocałunkami i poczucie bezpieczeństwa, kiedy leżałam zwinięta najciaśniej pod tarczą twoich ramion. Kochałam smak nocnych rozmów przy winie i swój policzek pod dotykiem twojej skóry. Siebie kochałam nieustannie, egoistka. Kochałam swoje uczucie do ciebie i dopiero niedawno zrozumiałam, czym tak naprawdę jest miłość. Zaczynam się martwić. Ale nie jest to przykre zamartwianie, paraliżująca umysł trwoga. To przyjemne ciepło, rozchodzące się po ciele, bo chociaż się boję, wiem, że boję się o ciebie, że mój egocentryzm nareszcie został przykryty warstwą kurzu, że jestem gdzieś na szarym końcu listy powodów do zmartwienia. Kiedyś, kiedy jeszcze nasze uczucie rozciągnięte było na płaszczyźnie kolejowych torów, pytałeś, czy o tobie myślę. Odpowiadałam, że tak, nieustannie, ale dopiero teraz wiem na pewno, że nie ma chwili, ułamka sekundy, kiedy nie stoisz tuż obok, kiedy nie oplatasz dłońmi moich skłębionych – bo kobiecych – myśli. Człowiek kocha właśnie wtedy, gdy to sobie uświadomi, gdy dotrze do niego ta prosta prawda, że nie będzie już nigdy autonomiczną jednostką, że już nie działa w pojedynkę, bo ktoś inny w nim zamieszkał. Ty we mnie zamieszkałeś. Początkowo w mojej głowie, a teraz mościsz się wygodnie w moich płucach, krwi, sercu, włosach, zmarzniętych palcach u rąk. Wypełniasz mnie od stóp po czubek głowy, więc pytam: jak mogłabym o tobie nie myśleć? Teoretycznie nic się nie zmieniło. Wyglądam tak samo, w ten sam sposób przybywa mi lat i może dorastam, może dojrzewam, może trochę inaczej smakuję, ale dom ten sam, przyjaciele ci sami, chociaż rozproszeni po Polsce. A jednak patrzę na siebie w lustrze i zauważam coś dziwnego. Patrzę, wpatruję się, nie mrugam. Oczy zachodzą mi łzami od intensywnego patrzenia, ale nie mogę oderwać wzroku od tej nieoswojonej inności. Dotykam włosów, marszczę nos, oblizuję usta. Ja-nieja. Czegoś ewidentnie brakuje. Biust na miejscu. Tyłek? Tyłek jest, może trochę większy niż wczoraj (kobieca przypadłość), ale rażącej różnicy w położeniu nie widać. Nogi proste, kolana sterczą niepewnie, stopy wykrzywione lekkim skurczem od zimna. Przykucam, maleję i przypomina mi się bajka – historia dziewczynki, która malała i rosła. I już wiem. Teoretycznie nic się nie zmieniło. A jednak wyglądam inaczej, kiedy nie widzę za sobą twojego miękkiego odbicia. Mężczyzno mojego życia. Czy wiesz, że tworzysz kobietę od nowa? Kształtujesz ją, budzisz w niej demony na zmianę z łagodnością spojrzenia. Uspokajasz, pobudzasz. Uczysz i sprawiasz, że chce być uczona. Uzależniasz. Pomagasz. I najważniejsze: jesteś. 365 dni. Wystarczyło, bym nie chciała spędzić kolejnych bez ciebie. Podobno Duńczycy znaleźli sedno prawdziwego szczęścia. Tak popularne hygge – poczucie wewnętrznego szczęścia sprawiło, że wielu z nas ruszyło na jego poszukiwania w swoim życiu. Czym zatem jest szczęście? Według słownika PWN to powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp., po drugie uczucie zadowolenia, radości, po trzecie zbieg pomyślnych okoliczności. Szczęście dla każdego z nas będzie miało inny wymiar. Dla niektórych będzie to odnalezienie sensu swojego życia, dla innych pogodzenie się ze sobą np. ze swoją wagą. Dla mnie szczęście to suma czasu, pracy, miłości oddania bliskich mi osób. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie tu i teraz, dlatego pragnę się z wami podzielić bardzo osobistą listą, a dokładnie 35 powodami, dlaczego czuję się szczęśliwa. Miałam szczęście, że urodziłam się w rodzinie, która mnie kochała i wyczekiwała. Do tego urodziłam się w wolnym kraju, choć trwał w nim stan wojenny. Rodzice i dziadkowie poświęcali mi swój czas, z nimi nauczyłam się siadać, chodzić, a raczkowanie mnie zupełnie nie interesowało. Dziś dziękuję im za ich cierpliwość. Zachęcali mnie do mówienia, wspierali w nauce samodzielnego jedzenia Pozwalali mi nawiązywać kontakty z innymi, nie trzymali mnie pod kloszem Obdarzali mnie zaufaniem w moich wędrówkach po ogrodzie i byli przy mnie, gdy poznawałam świat. Pierwsze przyjaźnie i wspinaczki na drzewa. Po bolesnych upadkach wiedziałam, że mogę liczyć na to, że moi rodzice mnie mocno przytulą. Przekroczyłam próg przedszkola, trafiłam na dobre opiekunki, choć niestety moja najlepsza przyjaciółka poszła do drugiej grupy. Ważne wydarzenie w życiu każdego dziecka. Pierwsze dni w szkole, nowi koledzy, nowe koleżanki, każdy dzień pełen wyzwań i nauki samodzielności. Pierwsza samodzielnie przeczytana lektura „Na Jagody” – choć wcześniej dostałam pierwszą dwóję – bo nie przeczytałam książki na czas :p Razem z kuzynkami dołączyłam do dziecięco-młodzieżowego chóru, z którym spędziłam wiele, wiele lat i przełamałam pierwszą tremę, gdy śpiewałam solo. Nauczyłam się jeździć na rowerze – do dziś pamiętam białego Reksia. Już nie byłam maluchem – od czwartej klasy należało się do starszaków. Wtedy też pierwszy raz się zakochałam w Harrisonie Fordzie, jako Indianie Jonsie, czy Hanie Solo. Pierwszy wyjazd za granicę bez rodziców, na występy z chórem – co to były za czasy…. Pokochałam nocne obserwacje nieba. Chciałam zostać astronautą i polecieć tam wysoko do gwiazd, wzięłam nawet udział w olimpiadzie z fizyki. Wielkim duchowym wydarzeniem w moim życiu była konfirmacja, wyznanie wiary w Boga. Pierwsze egzaminy do szkoły średniej – dostałam się do wybranego liceum! Duże piętno wywarła na mnie śmierć samobójcza koleżanki z ławki – wtedy zrozumiałam, jak ważne jest słuchanie drugiej osoby. Wybór przedmiotów do matury – pisemna z matmy, a ustna z geografii. Urodziny – nareszcie jestem pełnoletnia, choć jeszcze był ze mnie podlotek. Matura, egzaminy na studia, pierwsze porażki i sukcesy. Niestety nie dostałam się na archeologię, za to życie związałam z pedagogiką. Może to i dobrze, nie muszę przynajmniej grzebać w ziemi. Pierwszy rok studiów i poznanie przyszłego męża… Pierwsza samodzielna praca, do tego dzienne studia. Może dlatego dziś dobrze radzę sobie z domowym budżetem. Praca licencjacka i pytania co dalej, kim chcę zostać. Podjęłam się dwóch różnych studiów, kolejnych licencjackich i uzupełniających magisterskich. Wyjechałam na rok z kraju, na wolontariat do Anglii. To był rok dla mnie, tylko dla mnie. Polecam każdemu z ręką na sercu. Po powrocie wpadłam w wir pierwszej pracy w zawodzie, nie było łatwo… No i przyszedł czas na ślub, scementowanie związku, który trwał już blisko 7 lat. Po roku mieszkania w zatłoczonej kawalerce podjęliśmy ważną decyzję na najbliższe 20 lat – kredyt, na szczęście nie we frankach i zakup mieszkania. To była chyba jedna z najlepszych decyzji. Oczekiwanie i narodziny pierworodnego syna, wiele przelanych łez, kropli mleka, łez szczęścia. Cudowne uczucie, nie zamienię na żadne miliony. Powrót do pracy i rozłąka z dzieckiem, trudne chwile dla całej naszej trójki. Pierwsze słowo „kocham cię mama” – do dziś na samą myśl uginają się moje kolana. Przedszkole i radość z oczekiwania na drugą fasolkę. I pojawiła się nasza mała księżniczka, która ponownie wywróciła nasz świat, odbierając nam przespane noce. Tempo życia – świat przyspieszył przy dwójce, ale warto znaleźć czas by cieszyć się chwilą. Świadomość, że są osoby, które cię kochają bezgranicznie i które ufają, które polegają na tobie. Dziś mam świadomość środka życia, co jest dla mnie ważne, a co mniej istotne… Nie posiadam całej mądrości świata, czy też patentu na szczęście. Po prostu wiem, że na moje szczęście, składają się nie tylko moje decyzje, ale także czas, miłość, działania ludzi wokół mnie, moich rodziców i dziadków. Moje szczęście to mój mąż i dzieci, którzy zmienili moje postrzegania świata, z którymi razem tworzymy całość. W dniu takim, jak dziś, te 35 lat, które minęły utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto cieszyć się każdą chwilą i dzielić się nią z najbliższymi. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Dziecko nie chce jeździć w gondoli? Ja znalazłam tylko jedno rozwiązanie Nie dziwcie się temu, nie wszystkie niemowlaki są miłośnikami podróżowania w wózkach. Mój najmłodszy syn też nie był, do czasu. Ale o tym za chwilę. Jeśli jesteś mamą malucha, który na widok wózka dostaje wręcz alergii, chyba dobrze wiesz, o czym mowa. Przez 4 miesiące, kiedy miałam wyjść z dzieckiem na dwór, oblewał mnie zimny pot. Bo co to za przyjemność ubierać dzieciaka (w moim przypadku dyrygować dwójką starszych i ubierać niemowlę) dobry kwadrans, gdy sama już gotowałam się w zimowej kurtce i wracać do domu po kolejnym przysłowiowym kwadransie. Spacery były tragiczne i szczerze cieszyłam się, gdy psuła się pogoda. Nie musiałam taszczyć się z wózkiem, słuchać wrzasków najmłodszego i jęczenia starszych, że mały wrzeszczy. Nikt się za mną nie oglądał i nie komentował (raz się zdarzyło pełne oskarżenia – “ale to dziecko płacze”). Na dworze dostawałam białej gorączki, bo nic sensownego nie mogłam zrobić. Ani bujanie nie pomagało, ani smoczek, przytulanka czy choćby miś-szumiś. Nic, zero! Na palcach ręki mogę policzyć spacery w ciszy, może ze trzy były. Zmieniałam kombinezony, ubranka, materacyk w wózku, ustawienie dna wózka, byle tylko nie było płaczu. Nie mogłam dojść o co chodzi, począwszy od stanu pieluszki, skończywszy na ewentualnej chorobie lokomocyjnej. Jedyna poprawa była widoczna, gdy opuszczałam małemu budkę, by widział niebo, jednak zimą i wczesną wiosną jazda w wietrzne dni bez budki nie była najlepszym pomysłem. Gdy mały skończył 4 miesiące, stwierdziłam, że dość tego, wyciągam spacerówkę. A mam w moim concordzie wygodną, kubełkową, gdzie mały stabilnie ani to siedzi, ani leży, nazwijmy to, zajmuje pozycje pół na pół ;). No i bingo, teraz spaceruję długie godziny, bo mały jak zaczarowany ogląda świat. Cisza, spokój, czysta przyjemność. Wcześniej jeździłam z dziećmi w stronę lasu, żeby nie zwracać na siebie uwagi wrzaskami najmłodszego, teraz obieram kierunek do miasta i chodzę z synami na lody. Nikt nie patrzy oskarżycielsko, nikt nie daje dobrych rad. Niebo a ziemia! Wydaje mi się, że może po prostu mały się nudził, patrząc jedynie w budkę, bo jakoś na spacerach niespecjalnie sypiał. Albo nie lubił jeździć na płasko. A teraz najpierw zajmie się zabawką – gryzakiem, ogląda okolicę i po jakimś czasie po prostu zasypia. Po zaliczeniu spacerku po prostu siadam pod blokiem i czekam aż prezes sam się obudzi. Jest pięknie, więc i was pocieszę, jeśli też macie ten sam problem. W naszym przypadku pomogła dopiero przesiadka do spacerówki, nie traćcie więc nadziei, że i wasze dzieciaki w końcu przekonają się do bliższych i dalszych podróży w wózku. Fot. Archiwum prywatne Ż. Kańczucka Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Placki owsiane – propozycja na smaczny i pożywny posiłek Placki owsiane to idealna propozycja na pożywne śniadanie, podwieczorek lub kolację. Proste, smaczne i zdrowe. Ich przygotowanie nie zajmuje wiele czasu i wymaga tylko kilku składników. A największą ich zaletą jest to, że smakują nawet mojemu małemu niejadkowi. Przedstawię je Wam dzisiaj w trzech od9słonach – każda jest prosta i pyszna, a na dodatek można je dowolnie modyfikować, dopasowując je do swoich (lub dziecięcych) kubków smakowych ;-) Znakomicie smakują gdy są jeszcze ciepłe, ale zimne – dla dzieci, które nie mają czasu zasiąść do stołu – też są dobre! Placki owsiane – przepis 1 Składniki: 1 szklanka mąki razowej lub pełnoziarnistej (ewentualnie pszennej) 1 szklanka płatków owsianych 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka sody oczyszczonej 2 jajka 2 łyżki cukru 1 duży jogurt naturalny (lub więcej) opcjonalnie kilka łyżek kefiru (żeby nieco rozrzedzić bardzo gęste ciasto) Sposób przygotowania: 1. W misce roztrzepuję jajka. 2. Wsypuję wszystkie suche produkty (mąkę, płatki owsiane, proszek do pieczenia, sodę, cukier), dodaję jogurt, kefir i dokładnie mieszam całość. 3. Na patelni podgrzewam olej i gdy jest już dobrze rozgrzany, łyżką nakładam ciasto, formując placki. Smażę je z obu stron na złoty kolor. Placki można podawać w dowolnej formie, wedle uznania – z ulubionymi owocami, oprószone cukrem pudrem, polane miodem lub syropem klonowym, z odrobiną jogurtu naturalnego bądź śmietany… Co kto lubi ;-) Jabłkowe placki owsiane – przepis 2 Składniki: 2 jabłka 2 jajka 1 szklanka płatków owsianych 4 łyżki mąki pełnoziarnistej 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka cynamonu garść orzechów włoskich Sposób przygotowania: 1. Jabłka obieram ze skóry i kroję na mniejsze kawałki. 2. Wszystkie składniki wrzucam do kielicha blendera i miksuję na gładką, jednolitą masę. Jeśli lubicie smak chrupiących orzechów, nie wrzucajcie ich do blendera, lecz posiekajcie nożem i dosypcie do gotowego ciasta. 3. Na patelni rozgrzewam olej, gdy jest już dobrze podgrzany, łyżką nakładam ciasto, formując placki. Smażę z obu stron na złoty kolor. Placki można oprószyć cukrem pudrem i cynamonem, polać miodem lub podawać z plasterkami jabłka bądź ulubionym musem owocowym. Bananowe placki owsiane – przepis 3 Składniki: 2 banany 2 jajka 1 szklanka płatków owsianych 1 łyżeczka cynamonu Sposób przygotowania: 1. Banany obieram ze skóry i kroję na mniejsze kawałki. 2. Wszystkie składniki wrzucam do blendera i miksuję na gładką masę. 3. Na patelni rozgrzewam olej i gdy jest dobrze rozgrzany, łyżką nakładam ciasto, formując placki. Smażę z obu stron na złoty kolor. Placki można podawać posypane cukrem pudrem i cynamonem, polane miodem, z dodatkiem pokrojonego banana. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Cześć kochani! Jak zwykle, mam nadzieję, że macie się świetnie! Jeśli nie, to trafiliście właśnie na idealnego posta na tę okoliczność ;) Dzisiaj porozmawiamy o szczęściu. Czym jest szczęście? Moim zdaniem, na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Każdy odpowiedziałby na nie inaczej. Swoją drogą, czy to nie jest piękne? Każdy z nas postrzega tę kwestię inaczej, każdy ma inne priorytety i cele. A skoro o celach mowa, to moim zdaniem odgrywają tu ważną rolę. Pewnie, że cel, który ma w jakiś sposób dać szczęście, jest ważny, ale gdy jest się w niego ślepo zapatrzonym, przestaje się zwracać na DROGĘ do tego celu... A to właśnie na drodze zaczyna się szczęście - szczęście to droga, a nie sam cel. ⬆złota myśl na dziś⬆ ;) Okej, po krótkim wprowadzeniu czas na główny temat dzisiejszego posta - powody do szczęścia. Chodź przez codzienną rutynę często ich nie zauważamy, warto zatrzymać się czasem na chwilę i popodziwiać. Pozwolę więc sobie stworzyć tu listę powodów do szczęścia, oczywistych i nieoczywistych, randomowych i wielu innych. Jeśli masz gorszy dzień, albo nie czujesz się teraz najlepiej, przeczytaj tę listę z zastanowieniem, możesz do niej wracać ile tylko razy Ci się podoba, albo też dodać w komentarzu swoje pomysły, swoje powody do szczęścia! DZIELMY SIĘ tym szczęściem! Wszelkie propozycje mile widziane! POWODY DO SZCZĘŚCIA : (kolejność przypadkowa) Dach nad głową. Ciepły sweter. Pyszne śniadanie. Wieczór gier rodzinnych. Urodziny. (nawet jeśli dzisiaj nie Twoje - gwarantuję - ktoś na świecie na 100% ma dzisiaj urodziny 😉 ) Nutella. DZIEŃ ŚWIEŻEJ POŚCIELI ❤❤❤ Trening. Sprawne nogi. Sprawne wszystkie części ciała. (bez tego nie zaliczysz punktu 7.) Gorąca czekolada. Zbliża się jesień. A za nią Święta 🎄 Sen. Pocztówki z wakacji. Ładny makijaż. Ciepła kąpiel. Pieczenie. Koncert. Koncertowe wersje piosenek Twojego ulubionego artysty. Sztuka. YouTube Pinterest ❤ Szybko roztapiające się masło na gorącym toście. Ostatnie letnie promienie słoneczne. Wyjście do kina. Zwłaszcza, gdy kupujesz popcorn. Zakupy. Muzyka Eda Sheerana. Gdy śmiejesz się już tak długo, że brzuch i policzki Cię bolą. Szum morza. Burza. Noc spadających gwiazd. Podróże małe i duże. 1 udane selfie z 725474 zrobionych ;) Pierwszy dzień każdego miesiąca. Świeczki. Sobota. Tusz do rzęs. Soundtrack z Harry'ego Pottera. Pomadki w płynie. Lepienie bałwana. Koniec planka. Lody Ben & Jerry's. Truskawki. Pierniki. Śliczny lakier do paznokci. Tramwaj, który się nie spóźnił. Dawanie prezentów. Komplementy. Te dawane i otrzymywane. Piasek między palcami stóp. Przytulna piżama. Chodzenie po górach. Nasiona chia. Twój chłopak/ Twoja dziewczyna. Fakt, że nie masz chłopaka ani dziewczyny. Lustra. Oczy. Usta. Fryzjer, który nie zepsuł Ci fryzury. Promocja w markecie. Wznoszone toasty. Soczewki kontaktowe. Lampki choinkowe powieszone w oknie. Zaufanie. Uczucie, gdy piosenka wyraża emocje lepiej niż własne słowa. Narty. Włochy. Lush, bath bombs. Koniec roku szkolnego. Dni, gdy włosy same dobrze się układają. Rozmowy, po których nie możesz przestać się uśmiechać. Rodzina. Motyle w brzuchu. Spotkania po latach. Zachody Słońca. Masło orzechowe. Książki. Pieczone bataty. Motywacja. Ludzie, którzy inspirują innych. Bycie sobą. Suknie ślubne. Zebry. Zaklęcie Patronusa. Cytaty Albusa Dumbledore'a. Walki na wodę. Zapach Twojego domu. Wybaczenie komuś. Oddech. Dyniowa i pierniczkowa kawa w Starbucksie. Kwiaty. Pierwszy śnieg. Wyregulowane brwi. Cienie do oczu. Przytulanie. Zapach choinki. Muzyka. Pokazy Victoria's Secret. Zasłużone efekty ciężkiej pracy. Niebo. (według mnie największy cud natury, tyle od niego zależy, nigdy nie jest takie samo, ciągle się zmienia) Uświadomienie sobie swojego szczęścia. Szczęścia, które zależy tylko i wyłącznie od siebie samego. Oczywiście taką listę można naprawdę ciągnąć w nieskończoność... Zrób teraz, WŁAŚNIE TERAZ, coś dla siebie. Zadowól się, doceń to, co masz, bądź tu i teraz. Bo tylko ten moment się liczy - nie masz władzy ani nad przeszłością, ani nad przyszłością. Dodaj swoje powody do szczęścia w komentarzu poniżej! <3 ❗ Mam też pytanie : czy chcielibyście serię postów tego typu? A może filmik na moim kanale na YouTube gdzie wymieniam tego typu powody? Dajcie mi koniecznie znać! Martyna 💕 ✌ ZNAJDŹ MNIE NA: YouTube Twitter Instagram Pinterest 365 powodów za które kocham 365 powodów to unikalny i romantyczny prezent, który można wręczyć na wiele okazji. To niebanalny sposób na wymienienie wszystkich powodów, dla których kochamy drugą osobę. Jeśli chcesz sprawić swojej drugiej połówce wyjątkowy prezent, który zostanie odebrany z nieudawanym uśmiechem oraz szczerym zachwytem, jest to propozycja adresowana do Ciebie. Czym właściwie jest prezent 365 powodów? To drewniana, ręcznie wykonana skrzyneczka, w której znajduje się 365 karteczek. Na każdej z nich wydrukowana jest sentencja z jednym powodem, dla którego kochasz drugą osobę. Całość odznacza się niepowtarzalnym wyglądem i robi oszałamiające wrażenie. Wieko posiada starannie wykonany nadruk z romantycznym obrazkiem. Klienci mają do wyboru siedem wzorów. Każdy nadruk zawiera uroczysty napis: „365 powodów za które Cię kocham”. Na jakie okazje warto wręczyć ten prezent? Miłość należy celebrować każdego dnia, ponieważ jest to wyjątkowe uczucie, które napędza nas do działania oraz sprawia, że czujemy się szczęśliwi. W związku z tym, unikalny prezent 365 powodów można wręczyć z następujących okazji: Urodziny drugiej połówki Rocznica ślubu Rocznica szczególnego dla Was dnia Walentynki Dzień kobiet Dzień mężczyzn Prezent możesz wręczyć także bez okazji, aby pokazać drugiej osobie, jak bardzo ją kochasz. Prezent dedykowany szczególnie do kobiet, ale również mężczyźni powinni być wzruszeni takim podarunkiem. Dlaczego prezent 365 powodów? Nie brakuje oklepanych i sprawdzonych pomysłów na prezent. Niestety, komercyjny rynek jest przesycony produktami niskiej jakości, które bardzo często zawodzą nasze oczekiwania. Firma Unikatowy Prezent stawia sobie na cel projektowanie oraz tworzenie wyjątkowych prezentów, które wywołają uśmiech oraz szczere uczucie szczęścia. Dokładamy wszelkich starań, aby nasze produkty odznaczały się wspaniałym wyglądem, a także nienaganną jakością wykonania. „365 powodów za które Cię kocham” to prezent stworzony z myślą o osobach, które chcą go podarować osobie bliskiej jako wyraz prawdziwej miłości. Jeśli szukasz niebanalnego i trwałego prezentu, który przez wiele lat będzie cieszył oko, ten produkt z całą pewnością nie zawiedzie oczekiwań Twoich oraz obdarowanej osoby. Niezależnie od tego, czy jest wręczany na szczególną okazję, czy też bez niej, każda chwila jest dobra, aby wyrazić swoje uczucia. Jakie sentencje są zapisane na karteczkach? Każda karteczka jest zwinięta w mały rulonik i zawiązana wstążeczką. Po jej rozwinięciu ukazuje się ładnie stylizowany napis, zaczynający się od słów Kocham Cię… Dalsza treść opisuje jeden powód, dla którego kochasz drugą połówkę. Oto przykładowe sentencje znajdujące się na karteczkach: Kocham Cię, bo nie opuszczasz mnie w trudnych sytuacjach. Kocham Cię za szczerość. Kocham Cię za to, że razem możemy spełniać nasze wspólne marzenia. Kocham Cię, bo jesteś dla mnie całym światem. Kocham Cię, bo przy Tobie czuję się bezpiecznie. Kocham Cię za każdą chwilę spędzoną razem. Kocham Cię za bezgraniczne zaufanie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby do skrzyneczki dorzucić również własnoręcznie napisany list, w którym wyrazimy to wyjątkowe uczucie do drugiej osoby. W środku znajduje się dostatecznie dużo miejsca na dodatkową niespodziankę. Jako gratis do zamówionego prezentu dodajemy przepyszny piernik w kształcie serca, z lukrowanym napisem „Kocham Cię”. Sentencje są dostosowane w zależności od wyboru prezentu Dla niej lub Dla niego. Po dokonaniu zakupu proszę o informację o wersji : -Dla niego -Dla niej Wersja skrzynki od 1 do 7. Na co dzień, mnie mijasz. Lecz, czy dostrzegasz jak jestem zagubiona. Nie chcę być dłużej, niezauważana. - Cześć. - powiedziałam na przywitanie jak zawsze, gdy wchodziłam do pracy. Zero odpowiedzi. Dużo pracy dzisiaj? - zapytałam nieco zestresowana. Nadal cisza. Słychać było jedynie stukot palców o klawiaturę komputerów. Odkąd tylko zaczęłam pracę w wydawnictwie byłam bardzo z siebie dumna i pewna, że teraz tym bardziej los się do mnie uśmiechnie. Miałam już wszystko wspaniałego narzeczonego, rodzinę, przyjaciół, wymarzoną prace. W tamten dzień było jednak zupełnie inaczej. Czemu, oni nic nie odpowiadają? Pewnie są na mnie źli. Ale co złego powiedziałam, lub zrobiłam? Nie pamiętam. Będzie lepiej jeśli sobie pójdę. Tak, zdecydowanie będzie lepiej. - myślałam intensywnie, coraz bardziej się załamując. Zrobię sobie chwilę przerwy dobrze?-zapytałam, nagle wstając z fotela. I tak nie byłam w stanie siedzieć w miejscu. Jak chcesz. - zabrzmiała boleśnie. zdawkowa odpowiedź drugiego redaktora. Ale co ja mam teraz zrobić? Może faktycznie pójdę na przerwę, a jak wrócę powinno być lepiej. Tak jak zaplanowałam, tak też zrobiłam i przeszłam do bufetu. Przy jednym ze stolików siedziała moja najlepsza koleżanka z pracy. - Cześć Sylwuś. Fajnie, że Cię widzę. Co u ciebie? - powiedziałam tak życzliwie, jak tylko potrafiłam, podchodząc do jej stolika. - Cześć Kinga. Wszystko w porządku. - odpowiedziała, ale niechętnie i spojrzała na mnie krzywo. Nikt mnie tu już nie lubi. Nawet Sylwia. Na pewno będzie tak jak w liceum i znów będą mówić, że jestem natrętna. Ale co ja im złego zrobiłam? Powstrzymując płacz ostatkiem sił zeszłam do łazienki, by tam dać upust swoim emocjom. Na szczęście nikt mnie nie widział i nie słyszał jak płaczę. Po dłuższej chwili otarłam i przemyłam zapłakaną i zaczerwienioną twarz. Wówczas mogłam wrócić do swoich obowiązków. Jak się pani miewa pani Kingo? - zapytała mnie doktor Wagner, gdy tylko usiadłam na przeciwko niej. Pierwsze rutynowe pytanie. Dobrze dziękuję. Dawno się nie widziałyśmy. Trzy miesiące. To długo prawda?. Jak dla mnie normalnie. Raczej tak. Miałam urlop i zapomniałam o wcześniejszym umówieniu wizyty. Poza tym nie mogłam się dodzwonić nikt nie odbierał w recepcji. Rozumiem. I jak po urlopie. ? Jak powrót do pracy? Wymuszona uprzejmość i niby po co ta cała szopka. I tak ta rozmowa w niczym mi się nie przysłuży Dobrze dziękuję. Nie słyszała pani głosów? Nie wydawało się pani, że ktoś Panią obserwuję? Nie. Wszystko bez zmian. Naprawdę. Dobrze W takim razie widzimy się za dwa miesiące na kolejnej wizycie. I proszę pamiętać, że w razie kłopotów i pogorszenia stanu zdrowia możemy przyspieszyć wizytę. Myślę, że nie będzie to konieczne. Dobrze. W takim razie dziękuję pani i do zobaczenia za dwa miesiące. Tu jest pani recepta 100 tabletek Arazylery, proszę brać jedną tabletkę raz dziennie po śniadaniu po 30 mg. Tak pamiętam. Dziękuję i do zobaczenia. Nie wspomniałam o niedawnych omamach, że mnie obmawiają w pracy. Nie chciałam znów trafić do szpitala. I uznałam, że sama sobie poradzę z chorobą.

365 powodów do szczęścia